Polska – kraj wiecznie samodzielny

Na mapie wyglądamy jak łatwy cel. Równiny, brak naturalnych barier, sąsiedzi więksi i agresywniejsi. Każdy, kto chciał podbić Europę albo się w niej umocnić, patrzył na Polskę jak na otwarte drzwi. Tylko że za tymi drzwiami zawsze czekał naród, którego nie da się łatwo ustawić w szeregu.

Polacy nie znoszą dyktatury. Owszem, można ich okupować, zastraszyć, zmusić do milczenia. Ale prędzej czy później wybucha w nich coś, co sprawia, że okupant zaczyna tęsknić za spokojniejszymi ziemiami. To przekora, bunt, odruch: „nie będziesz mi mówił, jak mam żyć”.

Historia pokazuje, że w decydujących momentach zwykle zostawaliśmy sami. Rozbiory? Każdy przyklasnął, nikt nie kiwnął palcem. Powstania? Romantyczne, heroiczne, ale bez realnej pomocy. Wrzesień 1939? Sojusznicy zapisali się na papierze, ale w praktyce patrzyli z boku. Nawet Solidarność – piękny symbol, ale zachód wolał dopingować z trybun niż wejść na boisko.

Dlatego w polskiej mentalności zakorzeniło się to przekonanie: musimy liczyć na siebie. Politycy mogą błagać o gwarancje, pokazywać traktaty, powoływać się na paragrafy. Ale zwykły człowiek wie, że ostatecznie i tak zostaniemy sami z problemem.

To jednak nie jest powód do rozpaczy. To jest właśnie nasza siła. W tym ciągłym osamotnieniu nauczyliśmy się, że przetrwanie nie zależy od pięknych słów i cudzych obietnic. Zależy od nas samych.

I dlatego Polska – choć bywała zajmowana, dzielona, okupowana – wciąż istnieje. Bo kraj, który nauczył się być samodzielny, zawsze znajdzie sposób, by podnieść się po każdym ciosie.


Grafika z dużym, czarnym napisem „Polska – kraj wiecznie samodzielny” na jasnym tle, minimalistyczny styl publicystyczny.