Co wolno projektantowi? Prawo autorskie bez ściemy
Czy projektant może pokazać swoją pracę?
Sytuacja z życia: klient zleca projekt plakatu. Projektant wykonuje zlecenie, a po zakończeniu wrzuca grafikę do portfolio. Klient zgłasza się z prośbą, by dopisać, że był pomysłodawcą. Projektant… usuwa pracę z portfolio.
Czy musiał? Nie. Czy zrobił dobrze? To zależy.
W wielu środowiskach branżowych nadal panuje przekonanie, że portfolio to pole minowe prawne. Bo co, jeśli klient się obrazi? Co, jeśli uzna, że złamaliśmy umowę? A co, jeśli… po prostu nie rozumie, jak wygląda praca kreatywna?
Kto tu pociąga za sznurki?
Na jednym z prawniczych forów padło pytanie: czy projektant był tylko wykonawcą, czy też współtwórcą idei? Reakcja sali? Oburzenie. Bo przecież klient miał pomysł.
No dobrze, ale czym jest pomysł?
Jeśli klient powie: „narysuj oko, które spada na Ziemię jak płonąca kometa” – to nie znaczy, że stworzył dzieło. Pomysł to nie utwór. Pomysł to inspiracja.
Co chroni prawo autorskie?
Zgodnie z Art. 2 ust. 1 prawa autorskiego, ochronie nie podlega sam pomysł, tylko jego forma wyrażenia. Nie można zastrzec idei spadającej komety. Można za to chronić sposób, w jaki została przedstawiona: kształt oka, kierunek płomieni, detal źrenicy.
Utwór = forma = rezultat.
To dlatego dwóch artystów może narysować „to samo”, ale każde z dzieł będzie inne – i oryginalne.
Nie podlegają ochronie:
- idee i koncepcje,
- tematy i motywy,
- procedury, metody i zasady działania,
- formaty telewizyjne,
- odkrycia naukowe i teorie matematyczne.
Chronione jest tylko to, jak coś zostało przedstawione. Detale. Styl. Kompozycja.
Co można zrobić, by spać spokojnie?
Adwokaci radzą: dołącz do umowy szkic. Jeśli współpraca opiera się na czyimś pomyśle – warto pokazać, że sposób wykonania jest twój. Dzięki temu nikt nie zarzuci ci kradzieży.
Nie musisz się stresować, że podobne motywy pojawiają się w innych projektach. Podobne nie znaczy identyczne. Diabeł tkwi w szczegółach – i to one są twoją tarczą.
A co z portfolio?
Współpraca to nie teatr cieni. Projektant ma prawo mówić o tym, co zrobił. Nie musi zdradzać danych poufnych. Ale jeśli coś powstało – i nie zostało objęte klauzulą poufności – masz prawo to pokazać. Tym bardziej, jeśli klient był zadowolony.
Problemem nie jest zadowolony klient. Problemem są firmy, które po zakończeniu współpracy zabraniają umieszczania projektów w portfolio – nawet bez ujawniania danych.
A potem rekruter pyta: Gdzie twoje projekty? A ty możesz tylko rozłożyć ręce.
Wnioski?
Prawo autorskie nie chroni idei, ale ich wykonanie. Projektant ma prawo mówić o swoim udziale w projekcie. A jeśli klient ma problem z notką o współpracy – to może czas poszukać bardziej świadomych klientów.
