Dlaczego świat tak bardzo lubi mówić kobietom, co mają robić ze swoim ciałem?
Kobieta w dzisiejszym świecie dostaje instrukcję obsługi własnego życia, zanim jeszcze zdąży się zastanowić, kim właściwie jest.
I to instrukcję bardzo szczegółową.
Masz być silna, ale nie za bardzo.
Masz być niezależna, ale nie za bardzo.
Masz być atrakcyjna, ale nie za bardzo świadoma swojej atrakcyjności.
Masz lubić seks, ale nie za bardzo.
Masz go chcieć, ale nie za szybko.
Masz być tajemnicza, ale jednocześnie dostępna.
Jeśli ktoś spróbuje to wszystko zapisać w jednym podręczniku, wyjdzie z tego coś pomiędzy instrukcją do pralki a podręcznikiem manipulacji.
Szkoła randkowania według internetu
W sieci nie brakuje ekspertów od tego, jak kobieta powinna się zachowywać. Jedni mówią, że powinna być obojętna. Inni, że powinna być delikatna. Jeszcze inni, że powinna być niedostępna, bo wtedy mężczyzna będzie bardziej się starał.
A gdy kobiety zaczynają słuchać tych rad, nagle okazuje się, że ich własne potrzeby gdzieś znikają.
Bo zamiast pytania:
„Czego ja właściwie chcę?”
pojawia się inne:
„Jak powinnam się zachować, żeby nie stracić szacunku?”
To jest moment, w którym relacja przestaje być relacją, a zaczyna być strategią.
Najdziwniejsza rzecz w całej tej historii
Najdziwniejsze jest to, że o kobiecym ciele wszyscy mają coś do powiedzenia.
Kobiety słyszą od innych kobiet, kiedy powinny iść do łóżka, jak długo powinny czekać i jak mają się zachowywać, żeby „nie wyjść na łatwe”.
Słyszą od mężczyzn, jak powinny wyglądać.
Słyszą od internetu, jak powinny się prezentować.
Słyszą od społeczeństwa, że mają być naturalne, ale jednocześnie idealne.
Jednocześnie gdy ktoś zaczyna mówić kobietom wprost, że powinny same decydować o swoim ciele, nagle pojawia się oburzenie.
A przecież sprawa jest prostsza niż wszystkie poradniki razem wzięte.
Jedna kobieta ma wysokie libido i nie łączy seksu z emocjami. Druga potrzebuje emocjonalnej więzi, zanim w ogóle pomyśli o bliskości.
Jedna lubi spontaniczność. Druga potrzebuje czasu.
Jedna chce relacji. Druga chce doświadczeń.
To nie jest problem do rozwiązania przez guru relacji.
To jest kwestia poznania samej siebie.
Pytanie, którego prawie nikt nie zadaje
Zamiast mówić kobietom, co mają robić, może warto byłoby w końcu zadać proste pytanie:
Co ona właściwie lubi?
Może lubi seks.
Może lubi podróże.
Może lubi ciszę, książki i naukę języków.
Może ma dziesięć hobby.
Może nie ma ochoty nosić dekoltów.
Może nie chce się malować.
Może chce robić dziwny makijaż tylko dlatego, że ma na to ochotę.
I nagle okazuje się, że ogromna część społecznych zasad zaczyna się rozpadać.
Bo kobieta, która wie, czego chce, przestaje być łatwa do kontrolowania.
Estetyka według cudzych oczekiwań
Kobietom mówi się, że powinny wyglądać w określony sposób.
Makijaż – tak, ale nie za mocny.
Usta – pełne, ale naturalne.
Ciało – kobiece, ale wysportowane.
Styl – seksowny, ale nie prowokujący.
I w tym całym zamieszaniu prawie nikt nie pyta:
A co jeśli kobieta chce wyglądać inaczej?
Co jeśli chce chodzić w dużych bluzach?
Co jeśli nie chce pokazywać dekoltu?
Co jeśli maluje się tylko wtedy, kiedy sama ma na to ochotę?
Co jeśli robi makijaż tylko dla siebie?
To wciąż jest dla wielu osób zaskakujące.
A teraz druga strona medalu
W całej tej dyskusji jest jeszcze jeden ciekawy element.
Świat bardzo chętnie mówi kobietom, co mają robić.
Natomiast gdy zaczyna się mówić mężczyznom, czego się od nich oczekuje, nagle robi się znacznie ciszej.
Bo wtedy pojawia się temat odpowiedzialności.
Pracy.
Zaangażowania.
Partnerstwa.
I nagle okazuje się, że wielu mężczyzn wcale nie chce być liderami, mentorami ani głowami rodziny. Bardzo często chcą po prostu wygodnego życia, w którym ktoś inny ogarnia rzeczywistość.
W domu.
W pracy.
W relacji.
Puenta jest prostsza, niż się wszystkim wydaje
Kobiety naprawdę nie potrzebują kolejnej listy zasad.
Nie potrzebują ekspertów od randkowania.
Nie potrzebują instrukcji, kiedy wolno im mieć seks i jak mają wyglądać.
Potrzebują przestrzeni, żeby najpierw poznać siebie.
A dopiero potem zdecydować, jak chcą żyć.
Bo kiedy kobieta zaczyna podejmować decyzje na własnych zasadach, nagle okazuje się, że cały system poradników przestaje być potrzebny.
I może właśnie to najbardziej drażni świat: nie kobieta, która jest „zbyt trudna”, „zbyt wymagająca” albo „zbyt niezależna”, tylko kobieta, której nie da się już ustawić cudzą instrukcją.
