Nie ma jednego typu Królowej — wiek i uroda nie mają tu nic do rzeczy

Gdyby ktoś chciał stworzyć katalog kobiet, które potrafią utrudniać życie… innym kobietom, to musiałby porzucić wszystkie stereotypy. Bo prawda jest taka, że syndrom Królowej Ula nie ma ani wieku, ani koloru włosów, ani ustalonej metryki emocjonalnej.

Spotkałam kiedyś liderkę starszą ode mnie. Doświadczenie na papierze imponujące, dojrzałość powinna działać jak stabilizator. A jednak — wystarczył mój głos w projekcie, by pojawił się chłód, którego nie da się pomylić z „profesjonalnym dystansem”. Była uprzejma wobec wszystkich, poza jedną osobą. Zgadnij którą?

Ale żeby było ciekawiej — później trafiłam na wersję odwrotną: młodsza, ładniejsza, świetnie ubrana, z błyszczącym uśmiechem. Taka, którą algorytm LinkedIna sam wypychałby do roli przyszłej liderki. I co? Ten sam schemat. Chłód, dystans, mikrokomentarze, drobne gesty zaznaczania hierarchii. Jakby moja obecność była nie tyle zagrożeniem dla projektu, co dla jej „teatru ważności”.

Wtedy zrozumiałam jedno: to w ogóle nie jest kwestia wieku. To kwestia wewnętrznego układu nerwowego, który nie wytrzymuje obecności innej kobiety, jeśli ta nie chce przyjąć roli tła. Role pomocnicze są mile widziane. Ale równorzędne? To już za dużo.

Najciekawsze jest to, jak taki syndrom się ujawnia. Starsza kobieta może się bać młodszej. Młodsza może się bać kompetentniejszej. Ładniejsza może się bać pewniejszej siebie. Pewniejsza siebie może się bać spokojniejszej. Mechanizm ten sam: „jest jedna scena i jedno światło — i to światło ma padać na mnie”.

Nie ma tu solidarności, której oczekuje się od hasztagów i kampanii. W realnej pracy kobiety potrafią siebie nawzajem testować, oceniać, podgryzać i chłodzić kontakt tak perfekcyjnie, że nie trzeba żadnego mobbingu. Wystarczy spojrzenie typu „uważaj, to moje terytorium”.

Problem polega na tym, że firmy często nie widzą w tym problemu. Widzą za to „napięcia personalne” albo „brak chemii w zespole”. Czyli tłumaczenie, że skoro dwie kobiety nie kliknęły, to może rotacja naprawi sytuację. To tak, jakbyś próbowała naprawić pęknięcie w ścianie, odstawiając kanapę pół metra dalej.

Prawda jest bardziej banalna i zarazem bardziej bolesna: niektóre kobiety nie konkurują o wyniki, tylko o pozycję w układzie towarzyskim. A kto nie wpisuje się w ten schemat, ten dostaje w pakiecie chłód zamiast współpracy.

Puentując: Królowa może być jedna — ale tylko wtedy, gdy zespół akceptuje, że pracę definiuje hierarchia emocjonalna, a nie kompetencje. Cała reszta to już tylko teatr.

Fotorealistyczna scena biurowa: starsza kobieta patrzy chłodno w stronę kamery, za nią młodsza kobieta uśmiecha się w tle; ilustracja do felietonu „Nie ma jednego typu Królowej – wiek i uroda nie mają nic do rzeczy”.