Nie, to nie jest troska. To jest zrzucanie odpowiedzialności
Jest taki moment w każdej „społecznej dyskusji”, kiedy słowo troska zaczyna brzmieć podejrzanie.
To ten moment, w którym ktoś mówi: „To nie atak, to tylko dbanie o…”
A zaraz potem wskazuje palcem winnego.
W najnowszej wersji tej opowieści winne są kobiety.
Bo nie dopilnowały.
Bo nie przypilnowały badań.
Bo nie zadbały wystarczająco.
I w tym momencie warto powiedzieć jasno: to nie jest troska.
To jest zrzucanie odpowiedzialności w najczystszej postaci.
Troska zaczyna się tam, gdzie kończy się wygoda
Jeśli naprawdę chodziłoby o zdrowie mężczyzn, pytania wyglądałyby inaczej.
Dlaczego:
- badania profilaktyczne nie są standardowo wliczane w czas pracy?
- pracownik musi brać urlop, żeby zadbać o zdrowie?
- normą jest chwalenie się nadgodzinami, a nie regeneracją?
- „prawdziwy facet” nadal ma nie chodzić do lekarza?
Ale tych pytań nie ma.
Są za to partnerki. Zawsze pod ręką. Zawsze pod odpowiedzialnością.
Relacja to nie instytucja państwowa
W tych narracjach relacja partnerska zostaje cicho przekształcona w:
- przychodnię,
- dział HR,
- centrum zarządzania ryzykiem zdrowotnym.
Kobieta ma pamiętać o badaniach, pilnować terminów, motywować, naciskać, kontrolować.
A jeśli coś pójdzie nie tak — cóż, mogła bardziej się postarać.
To jest subtelne, ale brutalne przesunięcie granicy.
Między wspieraniem a odpowiadaniem za cudze decyzje.
Dlaczego nikt nie mówi o pracy?
Zdrowie mężczyzn nie rozpada się w próżni.
Rozpada się w konkretnych warunkach:
- długich godzin pracy,
- presji wyników,
- ryzykownych zawodów,
- kultury „zaciskania zębów”.
A jednak pracodawca pozostaje niewidzialny.
System — bezimienny.
Państwo — abstrakcyjne.
Za to kobieta jest bardzo konkretna. Ma imię. Ma twarz. I łatwo ją obciążyć.
To nie kobiety stworzyły ten model
Kultura „radzenia sobie samemu” nie spadła z nieba.
Nie została też zaprojektowana przez kobiety siedzące przy kuchennym stole.
To model:
- premiowany w pracy,
- utrwalany społecznie,
- wzmacniany przez lata.
I teraz, gdy zaczyna zbierać swoje żniwo, najwygodniej jest powiedzieć, że ktoś w domu nie dopilnował.
Troska bez odpowiedzialności systemu to tylko hasło
Można bez końca mówić o empatii.
Można wrzucać grafiki, statystyki i dramatyczne puenty.
Ale dopóki:
- zdrowie nie przestanie być prywatnym problemem,
- profilaktyka nie stanie się normą, a nie fanaberią,
- praca nie przestanie nagradzać samozniszczenia,
dopóty cała ta „troska” będzie tylko dobrze brzmiącym słowem.
Puenta
Jeśli naprawdę zależy nam na zdrowiu mężczyzn,
to przestańmy udawać, że problem zaczyna się i kończy w relacji.
Bo kiedy odpowiedzialność za systemowe zaniedbania trafia do domów,
to nie jest troska.
To jest wygodny unik.
I bardzo stary mechanizm.
