Jak mam wyglądać? Uśmiechnięta choroba, proszę.

Dostałam ostatnio wiadomość od świata. Nie SMS-a, nie listu, nie notatki na lodówce. Raczej taki komunikat niewerbalny, wrzucany między oczy z nonszalancją: „Wyglądasz na chorą.”
No proszę. Doprawdy?

Otóż: choruję. Przewlekle. Nie od wczoraj, nie od środy, tylko tak konkretnie – z historią medyczną grubszą niż niejedna powieść. Co ciekawe, niedawno dowiedziałam się, że jeśli ktoś choruje przewlekle ponad pół roku, to – uwaga – depresja w zestawie. Tak po prostu, jakby to była nakładka z gratisem: tu masz swoje leki, a tu przyklejamy depresję. W pakiecie. Standard.

Problem polega na tym, że ja się nie zorientowałam. Serio. Mam momenty zmęczenia. Czasem czuję się jakby mnie coś przysypywało, jakby moje ciało miało opóźniony zapłon. Ale żeby od razu depresja? Gdyby nie to, że powiedziano mi o tym medycznym standardzie, to nie przyszłoby mi do głowy. Może to naiwność. A może po prostu – funkcjonuję. Aż za dobrze, jak się okazuje.

Bo kiedy kolejny psychiatra słyszy ode mnie, że czuję się zmęczona, to co robi? Patrzy, kiwa głową i szuka drugiego dna. „Aha, czyli chce pani L4.” No jasne. Bo przecież zmęczenie to nie objaw. To taktyka.

Nie stwierdzono żadnych objawów. Po przeprowadzonym ze mną wywiadzie – czysto. Klinicznie normalna. Jak z instrukcji obsługi człowieka. A ja się zastanawiam – to jak ja mam się zachowywać, żeby ktoś zauważył, że coś jest nie tak? Zemdleć? Rozpłakać się w kolejce? Wpaść w panikę pod gabinetem?

A potem miałam atak woreczka żółciowego. Na serio. Ból jak z horroru. Chodziłam przez tydzień na lekach przeciwbólowych, które może i pomagały, ale raczej mnie odrealniały. Kiedy w końcu dotarłam na USG, usłyszałam z wyrzutem: „To jak panią bolało wcześniej, to dlaczego pani nie przyszła?”

No nie wiem, przepraszam bardzo, ale jak bolą mnie plecy, to idę do fizjoterapeuty. Nie zakładam od razu, że mi się woreczek zbuntował. Nie mam w domu podręcznika diagnostyki różnicowej. Chciałam tylko nie ryczeć z bólu. Ale najwyraźniej – źle chciałam.

I teraz pytanie: jak ja mam wyglądać? Czy ja mam się uśmiechać? Być szczęśliwa? Zrobić sobie pełny makijaż, włożyć sukienkę w kwiaty i promieniować entuzjazmem, żeby nie daj Boże nie wyglądać „na chorą”?

Bo „chora” to już nie tylko stan organizmu. To styl bycia, do którego społeczeństwo ma uwagi estetyczne. Za blade – źle. Za żywe – też źle. Za zmęczone – naciąga. Za wesołe – udaje.

Ludzie kochani. Co z wami jest nie tak?


Kobieta w ciemnej bluzce siedzi na ławce w parku z wyrazem zmęczenia i zadumy. Obok napis: „Jak mam wyglądać? Uśmiechnięta choroba, proszę.” oraz logo o-czym.pl.