Dlaczego NATO nie robi hałasu?

Rosyjskie drony wlatują nad Polskę, a w social mediach – cisza. Zero alarmu, zero czerwonych pasków, zero zbiorowej paniki. Z jednej strony człowiek czuje się dziwnie – przecież to poważna sprawa. Z drugiej – może właśnie tak to ma wyglądać?

Bo NATO nie działa jak tabloid. To nie jest organizacja, która potrzebuje nagłówków, żeby udowodnić, że istnieje. Kiedy my pytamy „dlaczego tak cicho?”, oni w ciszy uruchamiają procedury, wysyłają raporty i ustawiają radary. Hałas w sieci nie przekłada się na skuteczność obrony.

Rosja gra na nerwach. Liczy, że każdy incydent zamieni się w show: krzyki, polityczne kłótnie, chaos informacyjny. Im więcej szumu, tym większy zysk propagandowy. Milczenie jest więc metodą odebrania Moskwie satysfakcji.

Ale cisza ma też drugą stronę. Jeśli mówi się za mało, zwykły obywatel zaczyna myśleć: „to nic poważnego”. A to błąd. Bo każdy taki dron to test cierpliwości i granic. Dlatego informacja musi być podawana, ale bez krzyku – jasno, spokojnie, bez podsycania paniki.

To trudna sztuka: być głośnym wtedy, kiedy trzeba, a milczeć wtedy, kiedy wróg czeka na nasz krzyk. NATO wie, że wojny nie wygrywa się decybelami.


Grafika z dużym, czarnym napisem „Dlaczego NATO nie robi hałasu?” na jasnym tle, minimalistyczny styl publicystyczny.