Moje dłonie, głowa i serce mają różne tempa
Manifest wolności #6
Są dni, gdy głowa aż pulsuje od pomysłów, a ciało jakby zaciągnęło hamulec ręczny. Są takie, kiedy dłonie rwą się do pisania, a myśli stoją w korku. A są i takie, kiedy wszystko działa – oprócz serca, które mówi: „Nie dzisiaj.”
Kiedyś próbowałam to poganiać. Zmusić. Zgrać. Zsynchronizować. Myślałam, że jak się postaram, to uda mi się wreszcie działać „w rytmie”. Wszystko razem. Wszystko naraz. Produktywnie, efektywnie, elegancko.
Nie udało się. I całe szczęście.
Moje dłonie, głowa i serce mają różne tempa. I niech tak będzie. Czasem jedna część mnie wyprzedza resztę – i musi poczekać. Czasem zostaje w tyle – i trzeba jej dać rękę. Nie jestem jednorodna. Jestem orkiestrą, która uczy się grać bez dyrygenta.
Nauczę się słuchać każdego z osobna. Bez poganiania. Bez oceniania. Bez wstydu, że dziś nie nadążam – albo że wyprzedzam.
Własne tempo to nie kaprys. To akt odwagi.
