Nie wracam z urlopu cała — wracam sobą
Manifest wolności #5
Jest taki moment, kiedy wiesz, że urlop się kończy. Nie dlatego, że spojrzałaś w kalendarz, tylko dlatego, że ciało zaczyna się spinać. Głowa się ściga z listą zadań. Czas przyspiesza. Myśli wracają na stare ścieżki.
Ale coś się już w Tobie zmieniło.
Nie wracasz taka sama. I nie musisz. Nie musisz zabierać z powrotem całej siebie. Wystarczy, że zabierzesz ten kawałek, który oddychał na spacerach. Ten, który pisał bez planu. Ten, który milczał bez winy. Ten, który po prostu był.
To nie musi być rewolucja. To może być jedno zdanie dziennie. Jedna myśl. Jeden obraz. Jeden rytuał, który przypomni Ci, że jesteś.
Nie wracam z urlopu cała. Ale wracam z czymś, co chcę w sobie zatrzymać. I zrobię miejsce na to w codzienności – nawet jeśli świat nie pyta, co przywiozłam ze sobą z ciszy.
