Twórczość to przywilej, nie obowiązek
Manifest wolności #4
To, że mogę tworzyć, nie znaczy, że muszę. To, że mam talent, nie znaczy, że go codziennie eksploatuję. To, że potrafię coś z siebie wyciągnąć, nie znaczy, że muszę wyciągać aż do bólu.
Twórczość jest przywilejem. I niech taka zostanie. Nie chcę, żeby zamieniła się w plan produkcyjny. W grafik. W presję. W „publikuj, bo uciekają terminy, trendy, treści.” Nie jestem fabryką.
Każdy twórca, który kocha to, co robi, prędzej czy później przeżywa zderzenie z pytaniem: *czy mogę przestać, nie tracąc siebie?* I odpowiedź brzmi: tak. Możesz. Masz prawo do pauzy. Do ciszy. Do niepisania, nieprojektowania, niemalowania, niedzielenia się. Nie znikniesz.
Bo jeśli twórczość ma być wolnością, to niech nie stanie się klatką z pozłacanym logo „pasja”.
Przerwa to nie bunt. To pielęgnacja. Twórczość nie jest obowiązkiem. To przywilej. Ale nawet najpiękniejszy przywilej potrzebuje oddechu.
