Nie wszystko, co robię, musi mieć sens dla innych
Manifest wolności #3
W życiu każdej kobiety (i nie tylko) przychodzi moment, gdy postanawia zrobić coś tylko dla siebie. I niemal natychmiast czuje potrzebę... żeby się z tego wytłumaczyć.
„Piszę, ale to nic poważnego.” „Nie przyszłam, bo potrzebowałam ciszy.” „Nic nie robiłam, ale odpoczywałam.” „Leżałam z psem, nie miałam siły na ludzi.”
Każde z tych zdań kończy się podświadomym *przepraszam*. Jakbyśmy nie miały prawa do własnych potrzeb, które nie przynoszą wymiernych efektów. Jakby każde „dla siebie” musiało być przydatne, usprawiedliwione, opłacalne. Jakby leżenie z psem musiało mieć sens.
Otóż nie musi.
Nie muszę tłumaczyć się z tego, że coś robię. Albo że czegoś nie robię. Nie muszę wystawiać alibi za swoją ciszę. Nie muszę uzasadniać, dlaczego dziś nie gadam, nie piszę, nie odbieram. Dlaczego nie publikuję, nie odpowiadam, nie chcę. Nie muszę być zrozumiana, żeby mieć rację.
To, co robię dla siebie, nie musi mieć sensu dla innych. Nie musi mieć żadnego sensu w ogóle. Wystarczy, że oddycha. Tak jak ja.
