Kiedy mężczyzna wybiera penisem, a nie sercem

Zbliżenie na kobietę w czerni z ironicznym uśmiechem i napisem „Kiedy mężczyzna wybiera penisem, a nie sercem” na tle neutralnej ściany


Był chory. Leżał w szpitalu, kruchy jak biszkopt po przejściach. Oczywiście winne były kobiety – ta jedna, konkretna, co z niego zdzierała skórę i zostawiła jak suszonego karpia po Wigilii. „Już nigdy więcej”, powtarzał. „Teraz będę ostrożny, teraz już wiem, na co patrzeć”. No i patrzył. Ale nie tam, gdzie trzeba.

Poznał ją – moją znajomą. Ona nie była femme fatale. Nie miała czerwonych szpilek ani ciała z katalogu. Miała za to serce. I to w rozmiarze XXL. Opiekowała się nim. Biegała po lekarstwa, karmiła ciepłem, zaglądała do szpitala częściej niż pielęgniarki. Przypominała, że ktoś go jeszcze uważa za ważnego.

A potem zachorowała ona.

I właśnie wtedy okazało się, że jego nogi jednak działają. Użył ich, żeby zniknąć. Cichaczem. Bez słowa. Bez honoru. Bez kręgosłupa, który przecież wcześniej tak bardzo bolał. No i proszę, już go widać z nową. Zdrowszą. Ładniejszą. Młodszą, jeśli dobrze dojrzałam przez mgłę niesmaku.

Zastanawia mnie jedno – jak to możliwe, że człowiek, który został podobno tak bardzo zraniony, tak bardzo „zrozumiał”, wciąż wybiera nie głową, nie sercem, tylko tym, co w spodniach. Może to nie trauma, tylko wygoda. Może nie skrzywdziła go kobieta, tylko jego własna wygórowana wyobraźnia o tym, co mu się należy. I może wcale nie chciał partnerki. Może chciał pielęgniarkę z opcją erotyczną.

A gdy ta się zepsuła – w sensie: zaczęła chorować i potrzebować, zamiast dawać – przestała być użyteczna. Proste. Bolesne. Ale logiczne, jeśli masz w sobie zero empatii i cały zestaw oczekiwań.

Nie mamy już kontaktu. Od lat. Ale widząc go teraz z tą nową – zastanawiam się, kiedy ona zachoruje. Czy też wtedy zostanie wymieniona na świeży model? I czy on sam wie, że staje się coraz bardziej przezroczysty? Bo z wiekiem to nie tylko włosy siwieją – z czasem zaczyna się też przez człowieka przechodzić wzrokiem.

Nie życzę źle. Ale nie będę kłamać – byłoby mi dziwnie miło, gdyby nowa dziewczyna pewnego dnia również „zrozumiała”. I też wybrała. Choćby penisem. Kogoś bardziej samodzielnego.