Bogaty kontra zamożny? Kolejna motywacyjna bzdura dla naiwnych
Co jakiś czas Internet zalewa kolejna grafika, która udaje mądrą, a tak naprawdę robi z ludzi wariatów. Tym razem ktoś postanowił wytłumaczyć różnicę między „bogatym” a „zamożnym”. Oczywiście nie używając ekonomicznych definicji, tylko ikonek z Worda: tu rodzinka, tu zegarek, tu krzyżyk, a obok samotny ludzik otoczony dolarami. Poziom argumentacji jak z poradnika „Jak żyć lepiej w pięć minut, bez wysiłku i bez myślenia”.
Ten rodzaj treści ma jedno zadanie: wmówić odbiorcy, że pieniądze to nie wszystko — ale tylko wtedy, gdy ich nie masz. To klasyczna manipulacja emocjonalna, ubrana w pastelowe kolory i moralizatorski ton, żeby wyglądało na głębokie. W rzeczywistości to tylko wygodna bajeczka, która pozwala twórcom takich treści zarabiać na tym, żeby inni nie zarabiali.
Narracja idzie tak: bogaty człowiek to ten, który ma rodzinę, czas i „inne wartości”, a zamożny człowiek to ten, który ma pieniądze zamiast życia. Piękne, wzruszające — i kompletnie odklejone od rzeczywistości.
Bo prawdziwa różnica wygląda inaczej:
„Bogaty” i „zamożny” to po prostu dwa różne słowa na opisanie zasobów finansowych.
Nikt przy zdrowych zmysłach nie definiuje majątku przez obrazek zegarka ani liczbę dzieci na ilustracji.
Chyba że pracuje w marketingu rozwoju osobistego i właśnie produkuje kolejną inspirację, która ma zdobyć lajki i sprzedać kurs.
W tej grafice jest ukryte drugie dno. To przekaz skierowany do osób, które mają mniej: nie martw się swoją sytuacją, bo i tak jesteś po tej „lepszej” stronie. Nie masz pieniędzy? Trudno, za to masz rodzinę! Nie masz czasu? No cóż, ale jesteś „bogaty duchowo”! To jak rozdawanie medali pocieszenia dorosłym ludziom. Zamiast realnej wiedzy — kojąca bajka.
Tyle że bajki nie płacą rachunków. A już na pewno nie budują stabilności finansowej, o której powinno się rozmawiać poważnie, nie przez ikonki dolarów i czerwone ludziki.
Nie wiem, czy bardziej bawi mnie to, z jaką pewnością takie grafiki udają wiedzę, czy to, jak wiele osób traktuje je jak prawdę objawioną. Może to kwestia zmęczenia. A może po prostu Internet stał się miejscem, gdzie każdy zostaje filozofem po narysowaniu dwóch słupków i kilku symboli.
Jedno jest pewne: nie dajmy sobie wciskać moralnych wyroków w formacie story na Instagramie. Bo jeśli jedyny argument to ikonka zegarka, to ja jednak wolę zostać przy ekonomicznych definicjach — i własnym myśleniu.
Puentując: grafika o różnicy między „bogatym” a „zamożnym” nie uczy niczego o pieniądzach. Za to świetnie pokazuje, jak łatwo sprzedać ludziom poczucie winy lub wyższości. I to jest jedyne prawdziwe „bogactwo”, które z niej wynika — bogactwo manipulacji.
