W horoskopy nie wierzysz? A pogodę to niby sprawdzasz naukowo?

– Ja w horoskopy nie wierzę. – oznajmia stanowczo typowy przedstawiciel Homo Sapiens Praktykus, który właśnie szykuje się do wyjścia, bo "rano w radiu mówili, że po południu może padać".

No tak. Horoskop to bzdura, ale prognoza pogody oparta na najnowszych danych meteorologicznych z satelity, które i tak zmieniają się co 15 minut, to już nauka. Serio? Czyli jak Wenus jest w opozycji do Marsa, to ściema, ale jak pani z TVN Meteo mówi, że „możliwe przelotne opady”, to traktujesz to jak przysięgę małżeńską?

Powiedzmy sobie wprost – wszyscy potrzebujemy jakiegoś „coś może się wydarzyć, więc się przygotuj”. Jedni mają znaki zodiaku, drudzy mają mapy radarowe, a trzeci – aplikację z burzami w czasie rzeczywistym, która pokazuje błyskawice 150 km dalej. Czy to już nauka, czy nadal forma wróżenia z fusów, tylko w lepszym opakowaniu?

Prawda jest taka: horoskopy są dla ludzi, którzy chcą wiedzieć, czy dziś lepiej się pokłócić z partnerem, czy z szefem. A pogoda jest dla tych, którzy chcą wiedzieć, czy do tej kłótni założyć płaszcz przeciwdeszczowy.

Jedno i drugie to próba ogarnięcia chaosu. I jedno i drugie czasem się sprawdza, ale zawsze daje nam iluzję kontroli. A ta, jak wiadomo, działa lepiej niż niejedna terapia.

Więc może zamiast się wywyższać, po prostu wybierz swoją wersję bajki. Bo czy patrzysz w niebo, czy w Merkurego w retrogradacji – jedno jest pewne:

Nie przewidzisz, co dziś cię naprawdę zaskoczy.


Kobieta w żółtym płaszczu trzyma gazetę z horoskopem i uśmiecha się z przekąsem, obok mężczyzna w garniturze sprawdza prognozę pogody na telefonie; tło podzielone na chmury i nocne niebo z gwiazdami.