Czy związek to inwestycja? O mężczyznach, którzy liczą zwrot z kobiety
Przypomniała mi się rozmowa z pewnym gościem z Tindera. Typowy kazus z działu „męskie rozczarowania”. Stwierdził, że kiedyś „wziął sobie brzydką”, zainwestował w nią, a ona – o zgrozo – uciekła. Wniosek? Nigdy więcej inwestycji w kobietę.
Zatrzymajmy się tu na chwilę. Bo niby co to znaczy: zainwestować w kobietę? Według ekspertów z TikToka i kanapowych coachów – chodzi o czas, pieniądze, uwagę, może nowe ciuchy, może aparat na zęby. Ale mój inżynierski umysł nie daje się nabrać.
Inwestycja – klasyczna, ekonomiczna – to alokacja zasobów z myślą o zysku. Robisz coś po coś. Dajesz, żeby dostać. I właśnie dlatego ten model zupełnie nie pasuje do relacji. Bo jeśli ktoś liczy na zwrot z „kobiety”, to nie mówi o związku. Mówi o transakcji. A że nie było umowy, to jeszcze gorzej – wygląda na to, że sam ją sobie napisał i podpisał za dwie strony.
I właśnie to mnie zastanawia najbardziej: dlaczego niektórzy mężczyźni patrzą na kobietę jak na projekt? Jakby była czymś do zrobienia, ulepszenia, zoptymalizowania. On inwestuje, ona ma przynieść efekt. Jaki? Nie wiadomo. Może podziw w oczach kolegów. Może wdzięczność do grobowej deski. Może lojalność z bonusami. Ale... czy ktoś o tym w ogóle rozmawiał? Czy padły jakieś warunki? Była umowa?
Bo jeśli ja randkuję z mężczyzną, to nie dlatego, że chcę „czegoś od niego”. Chcę zobaczyć, czy do siebie pasujemy. Czy umiemy się dogadać. Czy da się razem mieszkać i nie zwariować. Czy styl życia się nie kłóci z codziennością. To jest człowiek, nie kontrakt.
Tymczasem w internetowych męskich kręgach aż huczy: piękne kobiety są płytkie, głupie, nie warte zachodu – bo nie chcą takich jak oni. A z drugiej strony: „brzydką” sobie wziął, zrobił z niej miss powiatu, a ona odeszła. I znowu dramat.
Czy tylko ja widzę tu absurd? Czy to nie jest jakaś nowa forma emocjonalnej prostytucji, w której mężczyzna „płaci” czasem, prezentami i wsparciem, żeby potem oczekiwać lojalności, seksu, przywiązania? Co to za świat, w którym ludzie myślą, że uczucia mają gwarancję zwrotu?
Bo wiecie co? Jeśli to wszystko naprawdę było inwestycją – to nieudolną. Bez planu, bez ustaleń, bez minimum logiki. I dlatego mój prosty, inżynierski umysł tego nie ogarnia. Bo to nie jest strategia. To jest fantazja o posiadaniu człowieka na własność.
