Nie szukam nikogo. I to nie jest porażka

Beżowa grafika z cytatem w języku polskim: „Rynek może się beze mnie obyć. Zamiast tego mam ciszę. Mam wolność. Mam wieczór bez czekania na wiadomość, która nie przyjdzie.” – fragment felietonu o godności w samotności

Zaczynam od końca: nie szukam nikogo. I nie czuję się przez to mniej wartościowa. Nie czuję się niepełna, niewybrana, odrzucona przez los. Po prostu odpuściłam. Nie w geście rozpaczy, tylko w geście rozsądku.

Bo ile razy można się łudzić, że może tym razem ktoś potraktuje cię jak człowieka, nie jak przerwę między lepszymi planami? Ile razy można być „tą fajną”, „tą do pogadania”, „tą na chwilę”, zanim wpadnie ta „na serio”?

Mam dosyć tego systemu selekcji. Tego, że kobieta, która nie została wybrana, musi się tłumaczyć. A mężczyzna, który nie wybiera, jest po prostu „wolny”. Dosyć tej presji, żeby nie być sama, bo samotna kobieta to – wiadomo – porażka społeczna. Statystyka do odhaczenia. Dowód, że „nikt jej nie chciał”.

A przecież to nie tak.

Bo ja już wiem, że mężczyzna może za mną biegać i jednocześnie nic nie czuć. Może dzwonić, pisać, udawać. Ale kiedy przychodzi co do czego – czeka, aż pojawi się coś lepszego. A ja? Ja mam siedzieć cicho i być wdzięczna, że w ogóle ktoś się mną zainteresował.

I jeszcze słyszę: „ale wiesz, tylu mężczyzn popełnia samobójstwo”. Tak, wiem. To tragedia. Ale to nie jest kontrargument do mojej samotności. To nie jest coś, co ma mnie przekonać, że powinnam się bardziej postarać. Bo skoro tylu ich odchodzi – to ci, co zostali, powinni mieć jeszcze większy wybór, prawda? Więcej kobiet do przebierania. Więcej opcji. Więcej do porzucenia.

Nie jestem opcją. Nie jestem kompensacją. Nie jestem terapią. I nie jestem tu po to, żeby ci współczuć, jeśli mnie nie szanujesz.

Więc nie, nie szukam nikogo. Bo nie chcę nikogo szukać. Bo nie muszę. Bo nie widzę już sensu w nadziejach, które kończą się ghostingiem, obojętnością albo tanim żartem o moim wyglądzie. Nie będę prosić o miejsce przy stole tylko dlatego, że jeszcze jestem na rynku.

Rynek może się beze mnie obyć.

Zamiast tego mam ciszę. Mam wolność. Mam wieczór bez czekania na wiadomość, która nie przyjdzie. Mam prawo do samotności bez wstydu. I to nie jest porażka. To jest wybór.

Nie szukam nikogo. Ale jeśli kiedyś się spotkamy – niech to nie będzie dlatego, że „czas leci”, że „trzeba się ustatkować”, że „lepiej razem niż samemu”. Niech to będzie dlatego, że naprawdę chcemy się zobaczyć. Że naprawdę mamy dla siebie miejsce. Że nikt nikomu nie robi łaski.

A do tego czasu – niech każdy zostanie tam, gdzie jest. Ja zostaję ze sobą. I nie chcę nikogo innego.