Dlaczego rodzicielstwo w Polsce to układ, który się nie spina

Czasem mam wrażenie, że politycy żyją w alternatywnej rzeczywistości, gdzie dziecko rodzi się, zasypia i grzecznie czeka, aż państwo wymyśli kolejne świadczenie. Rzeczywisty świat wygląda trochę inaczej: to ludzie, którzy chcą mieć dzieci, ale system skutecznie robi wszystko, żeby im to obrzydzić.

Z jednej strony mamy zachęty — zasiłki, kampanie, hasła o „misji rodzicielstwa”. Z drugiej: żłobki za połowę pensji, brak elastycznych etatów i babcie, które już nie wyrabiają, bo ledwo ciągną do emerytury.

Rodzice chcą pracować, ale nie stać ich na nianię.
Babcie chcą pomóc, ale nie mają siły.
Państwo chce dzietności, ale nie chce ponieść jej kosztów.

Więc dziecko dryfuje między osobami, które przypadkowo mają akurat wolne pół godziny. Nie dlatego, że rodzice są nieodpowiedzialni. Dlatego, że system wymaga od nich bycia w pięciu miejscach jednocześnie.

A potem przychodzi klasyk: kobieta rezygnuje z kariery. Nie dlatego, że chce „poczuć powołanie domowe”, tylko dlatego, że kawałek jej wypłaty znika w opiece przedszkolnej, a reszta w rachunkach. Więc zostaje z dzieckiem, traci kontakt z życiem społecznym, a w pakiecie dostaje protekcjonalne komentarze o „braku doświadczenia życiowego”.

Najprościej powiedzieć: „jedno z was zostanie w domu”.
Najtrudniej dodać: „bo tak jest taniej dla państwa”.

W tym wszystkim jest jeszcze szkoła, która od lat powiela te same treści jak uszkodzony gramofon. Edukacja emocjonalna? Zrozumienie siebie? Umiejętność rozmowy? Społeczeństwo?
Nie, lepiej trzymać się podręczników z czasów, kiedy internet był ciekawostką, a psychologia — fanaberią.

A potem wszyscy się dziwią, że młodzi ludzie uciekają do edukacji domowej. Bo nikt nie chce, żeby jego dziecko spędzało lata w systemie, który nawet nie udaje, że nadąża za rzeczywistością.

Najbardziej ironiczne jest to, że państwo tak desperacko potrzebuje nowych obywateli, że samo tworzy z nich… przyszłych beneficjentów pomocy społecznej. Bo jak dziecko ma rozwijać się emocjonalnie, intelektualnie i społecznie, jeśli od początku funkcjonuje w chaosie, w którym nawet rodzice nie mają kiedy się wyspać?

A potem słyszymy: „Polacy mało zarabiają”, „Polacy mało zakładają firm”, „Polacy mało studiują”.
No jasne — kiedy mieliby to robić?
Po ośmiu godzinach pracy, trzech godzinach logistyki i dwóch godzinach ogarniania dziecka?

Jeśli państwo naprawdę chce nowego pokolenia, niech zacznie od zrozumienia, że wychowanie to nie koszt.
To inwestycja.
Tylko że inwestycja wymaga odwagi, a odwagi brakuje tam, gdzie najważniejsze decyzje podejmuje się pod sondaże.

Fotorealistyczne ujęcie mamy i małej córki siedzących na ławce na placu zabaw. Matka wygląda na zmęczoną, dziecko wtulone. Symbol trudów rodzicielstwa w Polsce. Tekst „Dlaczego rodzicielstwo w Polsce to układ, który się nie spina” na górze.